Please assign a menu to the primary menu location under menu

Nasze życie

Efekt CNN

Nowy efekt, stare zjawiska

Określenie “efekt CNN” pojawiło się w naukach społecznych relatywnie niedawno. Opisuje ono wpływ przekazu medialnego na decyzje polityczne podejmowane przez rządzących. Telewizja i prasa mają dużą moc i potrafią wymusić pewne decyzje. Efektem CNN jest wpływ przekazu medialnego (telewizji informacyjnych i gazet)opisującego kryzys humanitarny, na politykę państw Zachodu względem tego kryzysu. Definicję tę sformułował Piers Robinson. Opisuje ona między innymi interwencję USA w Afganistanie w 2001 roku. Osoby podejmujące decyzję są niezdecydowane co powinny zrobić. Media krytykują ich obojętną postawę, budzą współczucie widzów/czytelników i niejako wymuszają podjęcie decyzji. Na postawę rządzących USA wpływ wywarły między innymi “The Washington Post” oraz “New York Times”. Media używają słów budzących empatię, czyli np. “uchodźca”, “ludzie”, “kobiety”. Jeśli występują słowa “porażka”, “wycofanie”, “koniec”, to następuje krytyka państwa decydenta.

Interwencja w Afganistanie nastąpiła jako wynik zamachu terrorystycznego z dnia 11 września 2001 roku, gdy na terytorium Stanów Zjednoczonych miały miejsce trzy zamachy terrorystyczne. Terroryści użyli samolotów pasażerskich – dwa uderzyły w wieżowce World Trade Centre, jeden w budynek Pentagonu,a trzeci rozbił się w Pennsylvanii. O zamachy oskarżano Bin Ladena, który ukrywał się w Afganistanie. Talibowie udzielali mu pomocy. Bush i jego administracja ustalili, że zamachy wykonano na zlecenie Bin Ladena. Najpierw zastosowano środki dyplomatyczne. Postawiono ultimatum. Do wyboru było albo zaniechanie ataków terrorystycznych, albo atak USA na Afganistan. Doszło do tej drugiej okoliczności. Media szeroko opisywały tę sytuację, jednak zachowały dystans do tej sprawy. Dystans wynikał z koncentracji na opisywaniu Bin Ladena, wspierającego go mułły Omara oraz antyamerykańskich talibów, nie skupiano się na ludności cywilnej i jej życiu. Opisywano biedny kraj, ale w sposób ogólny, nie poprzez losy konkretnych osób. Poruszano temat wojny afgańsko-radzieckiej z lat osiemdziesiątych, jednak opisywano kraj jako dziki i nie do zdobycia. Przekaz był neutralny, nie sprawiał, że Amerykanie sympatyzowali z Afgańczykami lub czuli empatię w stosunku do nich. Opinia publiczna popierała rząd, ponieważ to Afgańczycy byli agresorami, napadli na Amerykę i jej zagrozili, a to obudziło w Amerykanach lęk i chęć zemsty. Przekaz prasowy był zdystansowany, nie wywierał wpływu na rządzących, bo w tym wypadku nie było to potrzebne. Rząd dostał kredyt zaufania od społeczeństwa. Afganistan stał się przeciwnikiem geopolitycznym USA po zamachach z dnia 11 września 2001 roku.

Po zamachu z 11 września 2001 roku telewizja ABC podporządkowała cały swój program tragicznym wydarzeniom. Aż przez 91 godzin zajmowano się tym tematem. Siła telewizji jest ogromna, większość osób ma do niej dostęp, chętniej ogląda program telewizyjny niż czyta prasę. Podobne oddziaływanie obecnie ma też internet, który szybko przekazuje najświeższe informacje i wywiera wpływ na miliony internautów.

Amerykańskie gazety budowały pozytywny wizerunek rządu Busha i jego ludzi – Powell i Rumsfeld budowali szeroką koalicję państw zwalczających terroryzm, podkreślano skuteczne działania dyplomatyczne w stosunku do Pakistanu, którego pomoc była niezbędna administracji Busha w walce z talibami i terroryzmem. Media wspierały działania administracji Busha – zależało im na walce z talibami wspierającymi Osamę Bin Ladena i dającymi schronienie terrorystom.W tekstach używano słów “zdeterminowani”, “zwyciężać”, “bronić”, dając tym samym legitymację rządzącym do aktywności w zwalczaniu Mułły Omara, Osamy Bin Ladena i talibów. Rząd był zdeterminowany w działaniu, chciał zwyciężać talibów i bronić własnych obywateli. Politykę rządu przedstawiano neutralnie lub jako sukces. Media nie wywierały wpływu na administrację Busha, lecz wspierały jej działania.

Dziennikarze polskiej “Gazety Wyborczej” zajęli się zamachami pół godziny po CNN. Ani “Rzeczpospolita”, ani “Trybuna” w dniu 11 września nie wydały dodatkowych numerów gazet. Warszawska bezpłatna gazeta “Metropol” wydała nadzwyczajny numer gazety opisujący zamachy i było to aż 22 tysiące egzemplarzy. Nazajutrz i Rzeczpospolita, i Wyborcza całe numery poświęciły temu wydarzeniu. “Rzeczpospolita” wzbudziła lęk w czytelnikach, podając nieprecyzyjne dane i budując sytuację grozy. Publikowała też wywiady z osobami, które dopiero przeżyły tragedię, łamiąc zasadę dziennikarską, która nie pochwala takiego zachowania. Co najmniej przesadą było także opublikowanie fotografii Bin Ladena i jego życiorysu. Pisano o nim jak o bohaterze: “Ma wielką rezydencję w Kandaharze oraz kilka innych posiadłości w pobliżu Dżalalabadu. Historia tego saudyjskiego milionera (jego fortunę szacuje się na 259 milionów dolarów) jest zadziwiająca”. Spisano także historię zamachów od listopada 1979 roku do 2000 roku budząc przekonanie, że cała historia składa się z ataków terrorystycznych. Mimo braku wywierania uczucia empatii u czytelników i sympatyzowania z ofiarami, wystąpił efekt CNN.

Inaczej zadziałała “Trybuna” – nie opisała wydarzenia, lekceważąc je i nie reagując szybko w sytuacji kryzysowej. W ten sposób także złamała zasadę szybkiego działania w sytuacji kryzysowej. “Gazeta Wyborcza” opisała wydarzenia na 13 stronach gazety. Wszystkie gazety wyolbrzymiały konflikt, nie były rzetelne, źle dobierały zdjęcia do tekstu (albo budzące grozę i opatrzone przesadzonymi opisami, albo też pokazujące uśmiechniętych pasażerów samolotu). “Trybuna” więcej miejsca na swych łamach poświęciła Al Kaidzie i sprawcom zamachu niż ofiarom. W ten sposób media budziły grozę, ale brakowało im obiektywizmu.

Podsumowując, efekt CNN w przypadku konfliktu w Afganistanie nie występuje, naród solidaryzował się z rządem, aż 70% Amerykanów poparło atak na Afganistan. Metoda Robinsona czytelnie mierzy efekt Robinsona, licząc słowa o wydźwięku neutralnym, pozytywnym lub negatywnym. Jest to dobry sposób przeprowadzania pomiarów, jasny, klarowny, wiernie oddający rzeczywistość.